Tomasz i Witold Bielscy

KRÓTKA HISTORIA BLUESA

Blues narodził się w Północnej Delcie Mississippi po zakończeniu wojny secesyjnej. Niektórzy badacze sięgają dalej w przeszłość, nawet do 1807-go roku, kiedy to amerykański pisarz, Washington Irving jako pierwszy użył terminu „the blues” w znaczeniu używanym do dzisiaj. Warto wiedzieć, że pojęcie „blue” jak odnoszące się do smutku czy melancholii, używano już w epoce elżbietańskiej.

Przez wiele lat był przechowywany wyłącznie w pamięci wykonawców i odtwarzany tylko na żywo. Powstał z połączenia wpływów muzyki afrykańskiej, śpiewu tzw. field hollers, ballad, muzyki kościelnej i rytmicznej muzyki tanecznej, nazywanej „jump ups” by z biegiem czasu przekształcić się w gatunek muzyczny, dla którego szczególnie charakterystyczny jest dialog wokalisty z jego gitarą (a wcześniej – z banjo), aby obecnie stać się jednym z najważniejszych, powszechnie uznanych gatunków szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej.

Blues nie tylko dał początek (korzenie) innym gatunkom muzyki, jak jazz, country, rock and roll, rock czy pop (owoce, jak określił tę zależność Willie Dixon), ale i sam wszedł do kanonu, jako gatunek wciąż żywy, wykonywany na całym świecie i inspirujący nowe formy muzyki, takie jak soul, rhythm&blues, blues-rock, zachowując jednocześnie swoją integralność i odrębność. Coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że era prawdziwej, powszechnej popularności bluesa jest dopiero przed nami…

Historycznym miejscem dla bluesa jest skrzyżowanie amerykańskich autostrad 61 i 49 oraz peron dworca w Clarksdale., skąd blues dotarł do słynnej Beale Street w Memphis, Tennessee. Najczęściej używana definicja bluesa brzmi tak: „tradycyjny blues to – w większości – dwunastotaktowy utwór, śpiewany w charakterystyczny, „zawodzący” sposób, który powstał jako skarga czarnych robotników, skarżących się na los, kłopoty, biedę, a jednocześnie prośba, często do Boga, żeby ich uwolnił od codziennych kłopotów. Te rytmicznie powtarzane skargi i błaganie o litość uciśnionej duszy, to blues…

A jednocześnie inny „Ojciec Bluesa”, Muddy Waters, zaprzecza tej teorii mówiąc: To jakaś bzdura. Przecież 90% bluesów śpiewamy o naszych „babies” (dziwczynach)! I rzeczywiście. Wiele, a może nawet większość znanych bluesów jest wesoła, a co najwyżej – trochę filozoficzna, i do tego zazwyczaj ze sporym ładunkiem dowcipu czy humoru. Blues jako „poważny” gatunek muzyczny został spopularyzowany w latach 1910-1914 przez czarnego kompozytora W.C.Handy (ur. 1973 – zm. 1958), a szczególnie zasłużone są tu kompozycje W.C.Handy’ego „Memphis Blues” z roku 1912 i „St.Louis Blues” z roku 1914. W.C.Handy, prawdziwy „Ojciec Bluesa”, nie był typowym bluesmanem z Delty. W młodości studiował muzykę, grał na kornecie i wystepował na Południu USA z zespołem tanecznym, grającym muzykę „minstrel” i tzw. tent show (namiotowa show, cyrk). W późniejszym życiu był kompozytorem, dyrygentem i publicystą. Legenda mówi, że w roku 1903 czekał na spóźniony pociąg na dworcu w Tutwiler, Mississippi. Usłyszał tam wędrownego bluesmana, grającego tzw. slajdem na gitarze (podobno używał noża!) i śpiewającego o swojej podróży tam, gdzie „Southern cross the Dog” (węzeł kolejowy w którym krzyżują się linie kolejowe Southern and Yazoo z Mississippi Valley na południe od Moorhead). Handy nazwał to „najbardziej niesamowitą muzyką, jaką kiedykolwiek słyszał”.

Pierwsze instrumentalne bluesy zarejestrowano w roku 1913. Lata dwudzieste to okres prawdziwej „gorączki” bluesowej. Ameryka oszalała na jego punkcie. Pierwszy wokalny blues, „Crazy Blues” nagrała Mamie Smith w roku 1920. Olbrzymi wpływ bluesa na jazz wprowadził go do głównego nurtu muzyki rozrywkowej, umożliwiając nagrania takim Gwiazdom bluesa jak Bessie Smith, a później, w latach 30-tych – Billie Holiday.

Jednym z najważniejszych, a kto wie czy nie najważniejszym „Ojcem Bluesa” był Robert Johnson, kompozytor i wykonawca 29 bluesów, z których wszystkie stały się „przebojami”, grywanymi przez każdego, kto chce zasługiwać na miano bluesmana. Niezwykły talent Roberta Johnsona próbuje tłumaczyć legenda, która głosi, że jeśli młody bluesman pójdzie w bezksiężycową noc na skrzyżowanie pustynnej drogi, Szatan osobiście może przyjść i nastroić jego gitarę, zawierając pakt o jego duszę w zamian za gwarancję łatwego życia, pełnego łatwych pieniędzy, kobiet i sławy. Powiadają, że Robert Johnson musiał czekać na skrzyżowaniu, a jego gitara zostać w tam nastrojona – tak wielka jest siła muzyki Roberta Johnsona. Niewiele więcej o nim wiadomo poza tym, że po śmierci żony w 1933 roku postanowił zostać bluesmanem. Wędrując po obszarze Delty w 1933 roku spotkał Son Housa i Willie Browna których zaskoczył swoją grą na gitarze. W krótkim czasie stał się mistrzem gitary, prowokując podejrzenia o sprzedanie duszy Diabłu. Jest faktem, że znane są trzy groby, w których ma spoczywać Robert Johnson. Różnie układały się życiorysy bluesmanów. Blind Lemon Jefferson, jeden z niewielu niewidomych bluesmanów, zmarł bez grosza przy duszy na atak serca, kiedy w Chicago w grudniu 1924 roku zabłądził w czasie burzy śnieżnej.

Z kolei Leadbelly był potężnym mężczyzną, do tego często wpadającym w ataki wściekłości. W roku 1917 w Teksasie zostyał skazany na zabicie człowieka. W 1930 roku ponownie skazano go za usiłowanie zabojstwa. Oba wyroki zostały złagodzone dzięki jego muzycznej sławie. Rzeczywiście – jego „odkrycie” dla świarta bluesa miało miejsce w Angola Prison’s Farm w Louisiana (więzienna farma o nazwie Angola).

Całkiem inaczej układało się życie Willie Dixona, najważniejszej postaci na powojennej scenie Chicago. Od innych muzyków z Delty odróżniały go przede wszystkim umiejetność czytania, pisania, komponowania i aranzowania muzyki – talenty które zapewniły mu legendarna pozycję w gronie twórców bluesa. A naprawdę nie muzyka a boks przywiodły Willie Dixona do Chicago w roku 1936. Był wschdzącą gwiazdą zawodowego boksu, w tym sparring-partnerem wielkiego mistrza wszechczasów, Joe Louisa.

O T.B.Kingu natomiast nie wiadomo nic na pewno. Wywarł i wciąż wywiera wielki, często magiczny wpływ na muzykę i życie wielu wykonawców bluesa, ale opisy tych, którzy go spotkali różnią się od siebie w sposób zasadniczy. Na pewno wiadomo tylko, że był czarny, wysoki i potrafił grać na każdym instrumencie, który wziął do ręki. Little Boogie Slim (kompozytor i wykonawca słynnego „The Blues of the Duck” opowiada, że spotkał T.B.Kinga, kiedy zabłądził na terenie Delty Mississippi. T.B.King, któ ry pojawił się nie wiadomo skąd, zaprowadził go do przydrożnej restauracji, w której stało pianino. Little Boogie Slim pochwalił się, że umie na nim grać i zagrał na prośbę T.B.Kinga. Ten posłuchał, pomyślał i powiedział: „Zamknij oczy, chłopcze”, po czym położył mu swoją dłoń na glowie i rzekł: „ Pamiętaj, żeby nigdy nie zabłądzić, na pianinie musisz grać tak jak na bongosach! Idź i nie grzesz więcej!”. Zaraz po tym Little Boogie Slim szczęśliwie wrócił do domu, a jego sposób gry na pianinie zmienił się radykalnie.

Z biegiem czasu blues, muzyczna skarga duszy afro-amerykańskich robotników stał się, poprzez rhythm&blues, podstawą wszystkich gatunków muzyki tworzonych przez afro-amerykanów, a w konsekwencji podstawą całej niemal muzyki rozrywkowej, już bez rozróżniania na „białe” i „czarne”.

Tak więc kolebką bluesa była Beale Street w Memphis, ale kto wie czym dziś byłby blues, gdyby nie decyzja burmistrza (Mayor „Boss” Crump), który zamknął Beale Street, żeby położyć kres szerzącej się prostytucji, hazardowi i handlowi kokainą. Efektem ubocznym okazała się utrata pracy przez muzyków bluesowych, którzy przenieśli się do Chicago (gdzie blues został „zelektryfikowany”) i Detroit. Okazało się to ważnym etapem historii i rozwoju bluesa.

W północnych miastach, z których najważniejsze były Chicago i Detroit, w końcu lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych, wielu muzyków bluesowych, a wśród niech przede wszystkim Muddy Waters, Willie Dixon, Elmore James, John Lee Hooker i Howlin’ Wolf grało to, co możemy określić jako Mississippi Delta blues. Wykonywano go z towarzyszeniem perkusji, gitary basowej lub kontrabasu, pianina i ustnej harmonijki. W tym też czasie utwory bluesowe zaczęły trafiać na amerykańskie listy przebojów. Równolegle B.B.King w Memphis i T-Bone Walker w Houston stworzyli, niezależnie od siebie, gitarowy styl grania bluesa łączący jazzową technikę z bluesową melodyką i repertuarem. To właśnie B.B.King, w tamtych czasach, stworzył koncepcję solowej gitary elektrycznej, która stała się standardem w muzyce rockowej. Jednocześnie tacy wykonawcy jak Leadbelly, Son House czy Bukka White (kuzyn B.B.Kinga), którzy rozpoczynali jako przedstawiciele „country blues” (wiejski blues), stworzyli gatunek uważany przez nas dzisiaj za „wzorcowy” blues akustyczny. Big Mama Thornton, Artur „Big Boy” Crudup, Wyonnie Harris i inni wykonawcy bluesa z tego okresu napisali i wykonali utwory, które umożliwiły młodemu Elvisowi Presleyowi światową karierę. Z kolei Elvis to wzór i natchnienie dla Johna Lennona, i tak dalej…

W początkach lat 60-tych nastąpiło prawdziwe trzęsienie ziemi: blues, w jego „miejskiej” wersji, został odkryty przez białych, młodych muzyków z Ameryki i Europy. Powstało wiele, bazujących na bluesie zespołów, takich jak Fleetwood Mac, Cream, Canned Heat, Paul Butterfield Blues Band, The Rolling Stones, The Yardbirds, John Mayall & The Bluesbreakers, żeby wymienić tylko kilka. Zespoły te zaprezentowały bluesa młodej, białej publiczności osiągając wielki sukces, co dla czarnych bluesmanów, szczególnie w Ameryce, było w tym czasie nieosiągalne. Od latach sześćdziesiątych po czas dzisiejszy rock stał się sprawcą kilku „blues revivals” czyli powrotów bluesa na szczyty popularności. Gitarzyści rockowi, tacy jak Eric Clapton, Jimmy Page, Jimi Hendrix czy Eddie Van Halen uważali bluesa za podstawę swojej muzyki. Jednocześnie oryginalni twórcy, jak Albert Collins, John Lee Hooker, B.B.King oraz ich następcy, Buddy Guy, Otis Rush, a później Eric Clapton i nieżyjący już Roy Buchanan, żeby wymienić tylko kilku, kontynuowali tworzenie tej fantastycznej muzyki, osadzonej w tradycji bluesa. Najmłodsza generacja muzyków bluesowych, takich jak Robert Cray czy nieżyjący Stevie Ray Vaughan, łącząc tradycję bluesową z nieprawdopodobnymi umiejętnościami technicznymi, przyciągnęli nowe pokolenie słuchaczy i miłośników bluesa.

opieka nad stroną: kizmo